Apel do kobiet w KORPOtoaletach i nie tylko

Uwaga: Jeśli przerażają Cię słowa macica i kupa oraz wydaje Ci się, że w damskich toaletach zawsze pachnie fiołkami – nie czytaj dalej. Nie chcę zaburzać Twojego optymistycznego wyobrażenia.

Drogie koleżanki z piętra, od dłuższego czasu marzę o tym, żeby napisać do Was list i powiesić na drzwiach łazienki. Jestem pod wielkim wrażeniem Waszej hipokryzji. Z jednej strony Kors, LV, Louboutin, eleganckie kiecki, perfekcyjny makijaż i drogie perfumy, a z drugiej strony totalny rozp*%@#&, syf i smród jaki zostawiacie w publicznej toalecie. Oto przykłady:

1. Menstruacyjny potop – nie mam pojęcia skąd bierze się krew na podłodze, a czasem i na ścianach. Nie chcę oglądać resztek Twojej złuszczonej macicy, której nie jesteś w stanie utrzymać w majtkach. Nie chcę patrzeć na wystające z kosza na śmieci wkładki higieniczne i tampony, które wyglądają jakby zostały wykorzystane do tamowania podciętej tętnicy. Brakuje mi jeszcze tylko przyklejonej podpaski na suficie, z której będzie saczyłą się krew… obrzydliwe prawda? A wystarczy wykorzystać woreczki higieniczne i papier toaletowy, żeby zaoszczędzić takich doznań pozostałym.

2. KAŁ-asznikow – tak, dosłownie. Niesamowite, jak bardzo potrafi być obsr%$@* każdy najmniejszy zakamarek muszli. Kiedy widzę coś takiego od razu przychodzi na myśl skomplikowany wzór matematyczny, jaki został wykorzystany do obliczenia kąta nachylenia, prędkości i gęstości, aby wywołać efekt jaki pozostawia karabin do paintballa po celnym strzale. Bo jak? Jakim sposobem można, aż tak przeciwdziałać grawitacji, że kupa zamiast w dół leci w górę? A no jakoś dziewczynom się to często udaje, ale pamiętajcie – szczotka nie gryzie!

3. Złoty deszcz – zapomniałaś podnieść deskę i obsikałaś zamknietą klapę? Gratululuję, ale moje buty są zbyt cenne, żeby brodzić po kostki w Twojej urynie. Nie zapomniałaś podnieść klapy, ale nie trafiłaś do środka? Być może rosa wygląda magicznie, ale na trawie w słoneczny poranek, a nie na desce sedesowej. Cóż, zatem nie pozostaje nic innego jak papier w dłoń i działać. Przy okazji… papier wyrzucamy do kosza na śmieci, nie zostawiamy wijącego się niczym wąż na podłodze. To wcale nie jest oczywista jak widać sprawa.

4. Gabinet stomatologiczny – o nasze uśmiechy i ząbki trzeba dbać, ale można to robić dyskretniej niż przechadzać się po całej łazience ze szczoteczką i pianą w ustach, jednocześnie wesoło konwersując z koleżanką o dedlajnach. Nitka dentystyczna i wydłubywanie resztek po lunchu również może odbywać się na uboczu, ponieważ myjąc ręce nie chcę w lustrze oglądać Twoich dziur w zębach.

5. Zapach – mdlący, przyprawiający o ból głowy zapach perfum Chanel, lawendowego odswieżacza powietrza i… fekaliów. Dają sie bowiem we znaki te wszytskie Wasze diety kapuściano-strączkowe, diety bogate w błonnik, które wcinacie, aby nie czuć głodu czy najzwyklejszy syndrom dnia poprzedniego i ogranizm próbujący pozbyć się toksyn.

Zastanawiam się czy Wasze domowe łazienki traktujecie w ten sam sposób? Ja naprawdę rozumiem, że cięzko jest panować nad fizjologią, ale błagam! Niech to nie będzie uciążliwe dla pozostałych osób. Dbajcie o porządek! Sytuacje opisuję na podstawie biurowca, ale dzieje się tak we wszystkich damskich toaletach, w klubach, w centrach handlowych, w restauracjach. Miałam okazję korzystać kilka razy z męskich toalet (bo do damskiej zawsze długa kolejka) i przyznaję ze wstydem… jest w nich o niebo lepiej. To smutne.

Czekoladowe muffiny w 30 min!

Ekspresowy (tylko 30 min z pieczeniem!) sposób na przepyszny deser! W końcu kto z nas nie lubi czekoladowych muffinów?

Jestem osobą, która preferuje przygotowywanie posiłków smacznych, ale w możliwie najszybszy i najprostszy sposób. Niewiele czasu spędzam w kuchni, natomiast kiedy mam do nakarmienia nie tylko swój żołądek, staram się zrobić to jak najlepiej potrafię. I podobno całkiem nieźle mi to wychodzi 🙂

Jako pierwszy, którym się z Wami podzielę, mam dla Was niezawodny przepis na czekoladowe babeczki. Świetnie sprawdza się, kiedy wpadają niezapowiedziani goście, kiedy chcecie zrobić słodką przyjemność swoim bliskim, spędzić czas z dzieciakami w kuchni lub uczcić swoje urodziny w pracy. Babeczki mają intensywny kakaowy smak, są wilgotne, można dowolnie je urozmaicać. Moje ulubione to te z dodatkiem malin, które słodkie i kwaśne jednocześnie doskonale komponują się ze smakiem czekolady. Mniam! A teraz mała instrukcja co zrobić, żebyście również mogli delektować się tym smakiem.

Składniki:

  • 2 szklanki mąki
  • ½ szklanki cukru
  • 3 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 2 łyżki kakao (im więcej tym bardziej czekoladowe ciasto)
  • 1 tabliczka czekolady pokrojonej w drobniutką kosteczkę (preferuję milkę łaciatą)
  • ½ szklanki oleju
  • 1 jajko
  • 1 szklanka mleka

Przygotowanie:

  1. Piekarnik ustawić na 180 C° z termoobiegiem lub 200 C° bez termoobiegu.

Uwaga: Zauważyłam, że przy włączonym termoobiegu babeczki czasami robią się „pochylone” w jednym kierunku zamiast rosnąć w górę.

  1. W misce wymieszać wszystkie składniki.

Najpierw wsypuję „suche”, kolejno dodaję wszystkie „mokre” i miksuję do uzyskania jednolitej masy. Następnie wrzucam czekoladę pokrojoną w kosteczkę i mieszam łyżką.

  1. Do silikonowych foremek włożyć papilotki (papierowe foremki) i nakładać masę do ok. 2/3 ich wysokości.

Uwaga: Polecam silikonowe foremki, ponieważ wtedy muffiny podczas pieczenia nie rozlewają się na boki i utrzymują swój pierwotny kształt. Osobiście preferuję duże foremki ponieważ jest szybciej, a babeczki dużo atrakcyjniej wyglądają 🙂

  1. Przed pieczeniem można dodać różne owoce – np. maliny, banany, jagody.
  2. Piec ok. 20 min (w przypadku większych foremek 25 min – można sprawdzać czy się upiekły za pomocą wykałaczki). Następnie wyłożyć je na kratkę, aby szybko wystygły.
  3. Dekoracja! Tutaj ogranicza nas tylko wyobraźnia, np.
  • Polewa – roztopić kilka kostek czekolady z odrobiną margaryny i mleka.
  • Krem mascarpone – ubić śmietanę 30% z cukrem pudrem, następnie dodać serek mascarpone (aby uzyskać ładny kolor można dodać barwnik spożywczy).
  • Posypki – gotowe i przeróżne można kupić w sklepie lub dodać np. orzechy czy wiórki kokosowe.

SMACZNEGO!

Dajcie znać i koniecznie pochwalcie się, jakie pyszności przygotowaliście w swojej kuchni 🙂

Kochajmy się, czyli Walentynki

Walentynki Walentynki! Zauważyłam, że to święto dzieli społeczeństwo na dwie skrajne grupy – zwolenników i totalnych przeciwników. Ta pierwsza to najczęściej szczęśliwie zakochane pary, które mogą i chcą poobnosić się ze swoją cukierkową miłością, ta druga natomiast to osoby, które są samotne lub dostały niedawno po tyłku i wyrażają w ten sposób swój sprzeciw (zazdrość, co nie?).
Moim zdaniem, nawet jeśli liczy się komercja, wiadomo „business is business”, nawet jeśli ten dzień jest przedstawiany jako alegoria jednorożca, z którego pyszczka wydobywa się tęcza – to w jaki uroczy sposób ludzie się zachowują.Dziewczyny kupują  najseksowniejszą bieliznę z wystawy, wspinają się na wyżyny swoich kulinarnych umiejętności próbując nie (u)dusić krewetek w winie zbyt długo, a po przeczytaniu najnowszego numeru Cosmo dają niezły popis w sypialni. Panowie zaś jak się okazuje jednak znają drogę do kwiaciarni, pójdą nawet do kina na Greya i czasem potrafią przejąć pałeczkę w kuchni… w końcu kuchnia nie służy tylko do gotowania 🙂
I wiecie co się liczy najbardziej? To, że się staramy! Starajmy się i kochajmy zatem cały rok. Nie tylko w Walentynki, ale każdego dnia. Niech ta super bielizna nie będzie zakładana tylko od święta i odwiedzajmy sprzedawcę w kwiaciarni częściej. Greya i Cosmo myślę, że możemy sobie odpuścić 🙂

Życzę Wam udanych i cudownych Walentynek. Mój plan na dzisiaj to dobre wino i xbox, w oczekiwaniu na telefon od K., który wraca z delegacji już w piątek (jupi!). My Walentynki obchodzimy zdecydowanie codziennie ❤

Lifestyle – początek…

Zapytałam moją przyjaciółkę o czym chciałaby przeczytać na blogu. Odpisała mi na wiadomość: „Miłość, seks, FACECI”. Ponadczasowy temat królujący na babskich spotkaniach przy winie, analizowany miliardy razy na miliard sposobów, ale nadal niewyczerpany. Tak! O relacjach damsko-męskich można mówić/pisać bez końca. Dlaczego? Ponieważ tak ciężko nam zrozumieć i zaakceptować różnice. Ale o tym innym razem, ponieważ na szczęście życie nie kręci się tylko wokół facetów. Ważne są również inne relacje – przyjaźń, rodzina. Ale przede wszystkim najważniejsza jesteś Ty sama! Dlatego moim zdaniem warto poruszać tematy dotyczące np. zainteresowań i pasji – być może zachęci to kogoś do spróbowania nowych rzeczy, pracy – cenne doświadczenia i spostrzeżenia dotyczące miejsca, gdzie statycznie człowiek spędza 51 117 h w swoim życiu, wolnego czasu – wydarzenia kulturalne, podróże, sport oraz… wszystkich innych spraw, sytuacji, z którymi mamy do czynienia na co dzień.

Będzie czasem zabawnie, czasem poważnie – dajcie mi szansę 🙂